Dobry start w biznesie, czyli kilka słów o tym, jak szukać klientów

Pytanie, które zadaje sobie każdy przedsiębiorca: jak zacząć?  Tak, wiem, chcesz robić zdjęcia każdemu, byle zapłacił. Więc zastanówmy się jak znaleźć każdego…

Zobaczymy, może uda nam się wymyślić coś fajnego po lekturze tego tekstu. Na początek trzeba jednak zacząć od niezbędnych podstaw. Usiądź wygodnie, weź w łapki kubek, kieliszek czy co tam lubisz i oczyść umysł, bo musisz być kreatywny. Jeśli myślisz, że łatwo pójdzie, wpisz w Google fotograf XXX, gdzie XXX będzie nazwą twojego miasta. Jeśli wynik jest poniżej 10 mln stron, wszystko wskazywałoby na to, że formalnie konkurencja jest znikoma. Czemu o tym piszę? Bo prawdopodobnie ilość wyników równa jest liczbie fotografów z lepszą marką i większą rozpoznawalnością niż Twoja. Oni już w tych wynikach są, a Ty? Bolesne no, ale już wiesz, ile roboty przed Tobą.

Grupa docelowa

Więc jak pewnie zawarte jest w twoim biznesplanie… A tak, kto by sobie tym głowę zawracał 😉. Na poważnie, biznesplan się przyda, bo w nim określisz grupę docelową. Jeśli tego jeszcze nie masz, to najwyższa pora zastanowić się: kim jest twój wymarzony klient, do którego chcesz dotrzeć. Czy to kobieta czy mężczyzna? Pracuje w fabryce na taśmie, na kasie w markecie, czy może jest prezesem firmy? Jeździ nowym BMW czy starym oplem? Chodzi na basen czy jeździ na rolkach? A może nie uprawia sportu w ogóle. Dlaczego to ważne? Nie będziesz przecież szukał fit modelki lat 23 w klubie seniora, prawda?

Twój brand

Markę ma się zawsze, czasami nawet kilka. Już przed pierwszym zleceniem posiadasz wizerunek i markę osobistą właśnie (choć to prawie to samo). Więc jeśli zaczniesz z wysokiego C – to dalej będzie łatwiej i unikniesz pytań „a czemu ja mam płacić, jak Krysia miała za darmo”. Serio. Nie twierdzę, że masz tutaj zachowywać się jak Rockefeller, ale zastanów się, jak chcesz być odbierany przez klientów i trzymaj się tego. Popatrz na coachów – nawet ci, którzy jeszcze nie wpisali na swoim profilu na LinkedIn konkretnie tego, czym się zajmują, wyglądają i zachowują się jak coachowie. Ty musisz grać jak fotograf, którym chcesz być za 2-3 lata. Czego Ci potrzeba? Logo, materiałów promocyjnych, misji (tak, ta wpisana w biznesplan będzie idealna). Co więcej? Zainwestuj w sesję dla siebie. Serio, gdybym od każdego fotografa, który mi mówi, że nie ma swoich zdjęć, brał stówę, mieszkałbym już na Malediwach.

Strona www

Tak, potrzebujesz jej. Nie tylko po to, bym mógł Ci ją zrobić. To jeden z kluczowych elementów wizerunkowych. Dobrze zaprojektowana strona jest twoim znakiem rozpoznawczym, wizytówką Twojej marki, Twoim portfolio i narzędziem do pozyskiwania klientów w jednym. Jest też (a raczej powinna być) miejscem docelowym dla odwiedzających twoje kanały w social media. Na stronie internetowej nie ma dziwnych algorytmów i zgłaszania postów. Masz nad nią pełną kontrolę. No i sprawia, że wyglądasz wiarygodnie, bo kogo nie ma w sieci… Przy okazji mail fotograf@gmail.com to nie jest dobry pomysł, ale fotograf@twojamarka.pl wygląda fajnie na wizytówce, co nie?

Portfolio

Tu to fotografowie obnażają się niczym matrosy w portowej tawernie. W skrócie: spora część z nas uważa, że z wesela przynosi 500 zdjęć i one wszystkie są najlepsze w naszej karierze. To taki sam bulszit, jaki wciskają nam w [tu wstaw nazwę ulubionej stacji TV]. Do brzegu. Pokaż perełki, wisienki na torcie i śledziki w śmietanie. Nic, co nie jest wybitne, nie powinno się w portfolio znaleźć. Przy czym nie stoi to w sprzeczności z prezentowaniem całego materiału – ale serio, 40 kadrów w portfolio z jednej sesji świadczy o dwóch rzeczach: 1) nie masz czym się pochwalić i 2) nie umiesz trzeźwo oceniać swojej pracy.

Blog

To potężne narzędzie marketingowe. Tu możesz pochwalić się swoim dorobkiem, prowadzić edukację klienta i pokazać się jako ekspert w tym, co robisz. Dobrze prowadzony blog jest podstawą do generowania zapytań, a zakres tematów, jaki poruszasz, nie musi być ograniczony tylko do relacji ze zleceń.

SEO

Magiczne sijo, seło czy pozycjonowanie, to sztuka uprawiana przez starożytnych druidów… Mniej więcej tak samo, jak fotografia. Owszem, trzeba się znać, ale część roboty możesz wykonać samodzielnie. Podstawą SEO jest fraza kluczowa, ta jest częścią treści, a treści publikujesz właśnie na blogu. Rób to mądrze, serio to się zwraca. Bo jeśli nie ma cię w Google, to na pewno nie istniejesz.

Social Media

Nie da się dziś egzystować bez obecności w social media. Facebook to prawie 23 miliony użytkowników (a Polaków ogółem jest 38,4 mln), na Insta siedzi niecałe 6 milionów, Twitter 4,4 mln, GoldenLine jakieś 2,6 mln, LinkedIn to kolejne +/- 2,4 – w zasadzie tyle samo co Pinterest. NK to jakieś 1,4 mln potencjalnych klientów. Co ważne, na każdej z tych stron spotkasz nieco inny profil klienta, a ponadto każdy serwis cechuje się innym wskaźnikiem odsłon i czasu spędzonego w witrynie. To warunkuje m.in. sposób komunikacji i jej częstotliwość. Można z tego spokojnie napisać doktorat i to nie jeden.

Networking

Dziwne słowo, którego mam wrażenie, boimy się bardziej niż Urzędu Skarbowego. Fejsik to nie wszystko, więc wstań, wyjdź do ludzi i daj się poznać. O wiele chętniej zatrudniane do współpracy są osoby, które się zna (w sumie to ciekawy mechanizm psychologiczny) niż zupełnie obce nazwiska. Pamiętaj, nim ruszysz na podbój świata, zdobądź choć własne osiedle 😉.

Wizytówki

Po pierwsze, za te z logiem z aparatu powinno się rozstrzeliwać 😉. Ale serio, miej je. Zainwestuj w grafika, wydaj te 300 zł na projekt i wydrukuj je za 30 zł. To ślad po spotkaniu z tobą, więc ma być jak perfumy – zapadać w pamięci i unosić się nawet jak już ciebie nie będzie. Gdzie je rozdać? Chociażby podczas networkingu…

Gud dżob maj frend

Tak, najskuteczniejszym narzędziem dotarcia do nowych klientów są… Twoi obecni i starzy klienci. Dobrze zrobione zlecenie broni się samo i jest dowodem twoich kwalifikacji. Popatrz, jak to działa w branży budowlanej. Nikt nie zatrudni murarza, który muruje krzywe ściany (no, chyba że kryterium wyboru zawiera zwrot „nie za miliony monet”). Powiesz, że nie masz czego pokazać, bo nie miałeś jeszcze pierwszego klienta? Cóż, trochę słabo jak na kogoś, kto chce pracować w branży, było nie było kreatywnej.

Polecenia

To wynik dobrej roboty, bo zadowolony klient sam będzie cię polecał. Osobiście tego doświadczam przy wielu okazjach, więc nie jest to czcze gadanie. Zdradzę ci też tajemnicę – klienci sami z siebie rzadko opowiadają dookoła, kto im tak fajnie zrobił robotę. Musisz dokonać weryfikacji – jeśli masz absolutną pewność, że klient jest zadowolony jak fiskus koło 20-tego, wspomnij mu, że uwielbiasz, kiedy inni cię polecają, bo to najwyższy dowód uznania twojej pracy (poza terminową płatnością i referencjami, ale o tym niżej). Co ważne, klient z polecenia to taki, który ma wysoką odporność na konkurencję. On wie, że jesteś dobry i trudno tę świadomość przebić.

Referencje

To koń trojański i zabezpieczenie jakby klientowi się jednak nie chciało cię wychwalać pod niebiosa. Przygotuj jakiś fajny papier i podsuwaj go przy oddaniu materiału. Póki jesteście na gorąco, na żywo. Potem masz marne szanse, żeby to ktoś zrobił. Czemu na papierze? Bo ładniej wygląda oprawiony w ramkę w studiu, bo ma personalny charakter, bo przepisać na www możesz zawsze. Jest to też dowód na to, że świetnie zrobiłeś to, za co ci zapłacono.

Robisz to źle, przestań natychmiast

OLX to zło, oferia jeszcze większe. Portale ogłoszeniowe nie są właściwym kierunkiem w poszukiwaniu klienta, o jakim śnisz (chyba że lubisz horrory). Tam jedynym kryterium jest cena: im niższa, tym lepsza. Czasami też termin, króciutki, ale tylko realizacji, nigdy płatności. Ważne! Nie miej w ofercie 1:1 tego samego, co Twoja konkurencja. Proponuj coś więcej, rób coś inaczej. Różni was tylko to, że inni fotografowie najpewniej mają lepszą rozpoznawalność niż Ty. Czym więc chcesz się wyróżnić?

Kończąc z wolna

Mam nadzieję, że ten tekst dał ci do myślenia i to takiego, które wpłynie na rozwój Twojego biznesu. Stoi przed tobą potwornie trudne zadanie, wymagające tytanicznego wysiłku, ale taka jest cena za bycie na swoim. Jak chcesz mieć lekko to pora rozważyć etat, tam to pracodawca musi się martwić, czym Ci zapłaci. Mam jednak nadzieję, że nadal chcesz być sterem, żaglem i okrętem, rozwijać swoją własną markę i siebie przy okazji.

Dodaj komentarz