Film Video Foto Łódź AD 2018 to coś dziwnego…

Film Video Foto Łódź AD 2018 to coś dziwnego…

Wypada zachować konsekwencje, w związku z powyższym informuję, że łodzi nadal nie mam. Mam za to coś co spokojnie można nazwać uczuciem mieszanym, a nawet wstrząśniętym. Jak to mawiają, lets rok…

Tak, taka pisownia była zamierzona, minął dla mnie dość ważny rok, który chyba spowodował zmianę optyki postrzegania imprez branżowych. Tym razem darowałem sobie bycie elektronicznym… wydrukowałem i bilet i rozpiskę stoisk – żeby uniknąć wcześniejszego zdarzenia z światem analogowym.

Co ciekawe, godzina 10:10, a kolejka do bramek, no tak na 2 minuty stania, nie było nawet sensu wchodzić w interakcje z uczestnikami szkolnej wycieczki (bo te chyba spowodowały ów zator na bramce). Darowałem też sobie rozliczanie organizatora z deklaracji ilości wystawców, w sumie to mało mnie interesowały czy WP tym razem będzie tylko na papierze, czy realnie również, ostatecznie nie wiem nawet czy było wpisane w listę wystawców.

Uwaga wchodzę…

I zdziwienie, graniczące z pewnością, że i w tym roku nie pokazały się osobiście wiodące marki sprzętu foto, trudno, punkt dla Fuji i Sony – a te miały czym się chwalić… Drukarska dywizja Canona nie zawiodła, ale Nikona nie było chyba w ogóle, może któryś e-sklep coś tam miał, ale nie było to ich core stoiska.

Kierownikiem targów licząc na metry kwadratowe albo i na „ludzia na metr” było bez większego liczenia Najlepszefoto. Prawdopodobnie największe stoisko, uginające się pod naporem produktów, otoczone kordonem obsługi i całkiem sporą grupą odwiedzających, dopchać udało mi się dopiero na drugim okrążeniu hali. Gwiazdą stoiska była seria Complete Fotoksiążka PRO – raczej nie bez powodu nagrodzona Złotym Medalem Targów Film Video Foto 2018. Cóż, to było do przewidzenia sądząc po zainteresowaniu jakie ta pozycja budzi nie od dziś. Z resztą o tym pewnie niebawem będzie okazja poczytać więcej. Warto jednak wspomnieć,  jak mówi ObiektywNa – zestaw, który komponuje się sam, to połączenie fotoalbumu, pendrive i pudełka – w jednolitej stylizacji stanowiącej „kompletne” rozwiązanie w przypadku wielu ofert fotografów.

W tym roku brałem namiar na konkretne branże przydatne fotografowi i najwięcej czasu spędziłem na stoiskach monitorów i toreb. Swoim zaangażowaniem, ale i ogromnym stresem kupił mnie reprezentant FOTO7, był przerażony rolą, albo moim rozmiarem, tego nie wiem, ale opowiadał o nowościach ze stajni Manfrotto tak, że kupiłbym wszystko. A mieli co pokazać, seria Manfrotto Windsor w końca nie wygląda jak typowa torba foto a głowica do time lapse – Genie Mini – robi wrażenie.

Kilka alejek dalej świat pomagał mi zbawić przedstawiciel LowePro – marka szczególnie mi bliska, bo od lat pomaga mi taszczyć moje foto klamoty. Coś co mi przydało do gustu to PhotoStream SP200 – praktyczna, raczej pancerna walizka na sprzęt w gabarycie bagażu podręcznego – na 4 kołkach. Idealna dla „destinejszyn fotograferów” – tak na oko przynajmniej.

NEC też pokazał kilka perełek i choć bardzo sympatyczny Pan Tomasz z pasją zbliżoną do tej jaką posiada pewien Fetyszysta Barwy, opowiadał o modelach idealnych dla fotografów – moją uwagę przyciągała konstrukcja o pięknej krzywiźnie rozciągającej się najmniej na 34 calach – ładne to to i będę musiał się bliżej poznać z propozycjami NECa.

W klasyfikacji medalowej producentów albumów znalazł się też DigitalAlbum. Ich propozycja była co najmniej zaskakująca. Album wyposażony w ekran LCD zdolny wyświetlać film (i to z dźwiękiem) lub pokaz zdjęć z wbudowanej pamięci, oferującej 4GB przestrzeni na dodatkową twórczość artystyczną fotografa. Pierwsza rzecz o jakiej pomyślałem to połączenie księgi gości i sesji narzeczeńskiej, niemal jak ruchome gazety z Harego Pottera – w pełni zasłużony medal bez dwóch zdań. Produkt jest na razie na etapie prototypów, więc pewnie jeszcze przyjdzie trochę poczekać na jego wersję oficjalną.

Na Łódzkich targach pojawia się też od lat prawdziwy dinozaur branży foto. Ich sprzęt nie łączy się ze smartfonem, nie synchronizuje z chmurą, ale za to ma jedną cechę – od lat jest niezawodny i ciągle ewoluuje. Pierwsze swoje zdjęcia przy pomocy lamp Elfo robiłem jakieś 15 lat temu, a one nadal działają, ba, działają nawet te z 30 letnią historią. Obecnie produkowane studyjne lampy błyskowe spełniają wymagania wybrednych fotografów.  W tym roku, miałem okazję porozmawiać dłuższą chwilę z Panem Michałem o ich najnowszych produktach – FotoMedicus i stół reprodukcyjny RS-3. Są to produkty bardzo silnie współpracujące z oprogramowaniem. Oprogramowanie spełnia funkcje sterujące i archiwizujące.  FotoMedicus to konstrukcja do zastosowań medycznych. Pozwala na wykonywanie zdjęć tzw. ‘’przed’’ i ‘’po’’ dowolnej części ciała wraz z analizą i symulacjami oraz stół do digitalizacji zbiorów muzealnych czy pracy kryminalistycznej. Stół reprodukcyjny jest całkowicie zautomatyzowany. Położenia aparatu można zmieniać z poziomu programu, jak również kontrolować oświetlenie w systemie DMX512.  Istna ciekawostka warto wspomnienia na takiej imprezie. Jak dla mnie przykład, że polska myśl inżynieryjna ciągle ma się dobrze i potrafi tworzyć ciekawe i praktyczne rozwiązania.

O ile niespecjalnie interesowały mnie rozwiązania mobilne, to w Sklepie Bez Nazwy zauważyłem filtr szary i polaryzacyjny NiSi. Jest to całkiem ciekawe rozwiązanie przypominające system Cokin. Solidnie wykonane i uniwersalnie mocowane do smartfonu pozwalają nieco zmienić perspektywę fotografii mobilnej.

Kilka stoisk dalej trafiłem do kolejnego producenta albumów. eAgfa.pl bo o nich mowa nie wyglądała spektakularnie, ba, powiedziałbym nawet, ze można by tego stoiska nie zauważyć. Jednak Ci, którym udało się tam dotrzeć i porozmawiać z przedstawicielami firmy musieli być tak samo zdziwieni jak ja. Całkiem szeroka oferta w cale niewygórowanych cenach. Moją uwagę przykuł produkt powiedzmy nie sztandarowy, ale potencjalnie ciekawy w segmencie chrzestno-komunijnym czy dziecięcym. Nazywa się Fotoksiażeczka i w cenie w granicach 20 złotych pozwala zaproponować budżetową fotoksiążkę złożoną z najmniej 5ciu rozkładówek. Umówmy się, nie jest to produkt dla klienta prestiżowego, ale świetnie sprawdza się w ofertach grupowych nastawionych na korzystną cenę pakietu. Taki produkt pozwala klientowi dać coś więcej niż tylko link do pobrania zdjęć, a jak wiecie, jestem gorącym zwolennikiem teorii, że klient musi coś mieć w ręce wychodząc od fotografa po zakończeniu współpracy

Najbardziej charakterystycznym miejscem do jakiego dotarłem był box Mariusza Wojtkowiaka. Właściciel biznesu o wiele mówiącej nazwie SzelkiDlaFotografa. Człowiek tak charakterystyczny jak jego produkt. Jego szelki są szyte na miarę, dla każdego z osobna, zawsze. Bez dyskusji. W zasadzie chyba tyle tylko mogę powiedzieć po krótkiej rozmowie, ale pasja z jaką rozmawiał ze zwiedzającymi pozwala stwierdzić, że to coś więcej niż tylko – kolejne skórzane szelki.

Koniec końców trafiłem też na stoisko Barański – Albumy Fotograficzne i Fotoalbumy. Miło się nam gawędziło w otoczeniu skórzanych albumów tradycyjnych, które przypominały mi starodawne księgi, misternie oprawiane. Wykończone nieco inaczej niż najczęściej spotykane albumy na rynku. Resovia wygląda jak notatnik samego Leonadra Da Vinci… Kto gustuje w wyklejanych albumach pachnących prawdziwą skórą powinien się temu przyjrzeć bliżej.

Jest też wartość dodana…

To nie wszystko, Film Video Foto to również trzy dni niesamowitych wykładów i prelekcji. Niezawodna para K&K Głowaccy z Ukryte w Kadrze, duet Malachite Meadow, fascynujący Karol Wójcicki czy nieskończone źródło inspiracji – Tomasz Tomaszewszki wśród wielu innych prelegentów stanowili klejnot w koronie.

Czy targi były udane? Na pewno tak, choć różnie opisywano frekwencję, to każdy, kto założył konkretne cele do realizacji podczas tych trzech dni na pewno był zadowolony. Czy wystawcy zrealizowani swoje – nie wiem, ale każdy kto chciał poznać ludzi z branży, nawiązać nowe relacje biznesowe albo po prostu poszerzyć swoją wiedzę miał ku temu mnóstwo okazji. Nie ma chyba sensu kusić się o wróżenie przyszłości imprezy urządzanej od 21 lat. Prawda jest taka, że gdyby ograniczyć się do pokazywania nowych produktów, to w zupełność media elektroniczne załatwiałyby temat, ale w FVF od dawna chyba chodzi o coś innego. Chodzi o ludzi, których na co dzień nie spotykamy, czasami nawet nie wiemy, jak wyglądają, albo jak brzmi ich głos. Te targi pozwalają skracać dystans i dają poczucie przynależności do grupy ludzi połączonych czasami pasją, czasami biznesowo, ale zawsze otwartymi i gotowymi do poznawania nowego…

Do zobaczenia za rok…

Dołącz do dyskusji

five × five =