O komarach, barwie i zespołowej pasji mającej jeden cel.

O komarach, barwie i zespołowej pasji mającej jeden cel.

Całkiem niedawno, końcem maja 2017 roku na zaproszenie pewnej firmy pojechałem do Rzeszowa. Jak się okazało to całkiem fajne miasto, pełne atrakcji, placów budowy i rzeszy miłych ludzi. To świetne miejsce by robić zdjęcia. Czy udało mi się zrobić najlepsze foto? Odpowiem później…

Miałem tam spędzić dwa dni, ale zagościłem na cztery. W sobotę i niedzielę zwiedziłem miasto, złapałem kontekst tego, co miało się wydarzyć już w poniedziałek, a działo się wiele.

No dobra, dłużej bez konkretów się już nie da. Tak, byłem w Najlepszefoto, tak, poznałem Wiktora Franko, tak, zwiedziłem siedzibę NF. Oprócz tego posłuchałem o nowościach w Kreatorze (nie mylić z nKreator), poznałem ekipę Canon Polska, Eizo Polska oraz największego fetyszystę barwy na tej półkuli, a może i na obu.

Zanim zacznę cisnąć po wszystkim to wszystkich z góry uprzedzę, cześć zdjęć pochodzi z telefonu, może to nie ziemniak, ale światełka 1,8 i pełnej klatki to on nie ma…

Bez dwóch zdań, tak jak NF dopieściło moją (i nie tylko moją) ciekawość i chęć poznania firmy do środka, to się jeszcze nikomu w takim stopniu nie udało. Dwa dni spędzone w świetnej lokalizacji w otoczeniu lasów i miliardów komarów sprawiły, że można było się skupić na meritum. Za to odpowiadał Wiktor Franko – mówił z pasją o tym, dlaczego w Kalifornii upadają firmy, dlaczego smutne modelki są lepsze od wesołych i dlaczego rekwizyty nie powinny nadawać się do spożycia. To jak ten człowiek potrafi opowieścią porwać ludzkie serca i umysły widzą tylko ci, co słyszeli o pojebanych fotografach i chujowych zdjęciach. Serio, nikt tak szczerze jak On nie opowiada o tym co robi.

W ramach przerwy mieliśmy okazję zobaczyć, jak wygląda proces realizacji zamówień oraz poznać szefa wszystkich szefów. Powiedziałbym, że człowieka niepasującego do funkcji, a przynajmniej do przeciętnych wyobrażeń o osobie zarządzającej ponad 300 osobową załogą i inwestującego w rozwój 20 mln złotych rocznie. Tak otwartej i szczerej osoby w tym co robi i mówi nie widziałem dawno. Widać to też świetnie po tym, jak jego pracownicy mówią o nim (nawet nieoficjalnie i na osobności) i o ich wspólnej firmie. Jest to poziom zarządzania o level wyżej niż przeciętnie widujemy w Polsce. Wiem, brzmi to może dziwnie, ale jak popatrzę wstecz w moje CV i dekadę spędzoną w sprzedaży i marketingu w tym na kierowaniu tymi działami to widzę Piotra Leszczyńskiego (dalej dla ułatwienia zwanego Szefem) w jednej linii z najlepszymi menagerami jakich znam. Tego nie podważy nikt.

Mnóstwo czasu poświęciliśmy na poznanie tajników druku, Szef pełen dumy chwalił się najnowszymi zabawkami. Najfajniejsza z nich jest jedyną tej klasy w kraju i wyglądała jak milion dolarów zaklętych w mikroprocesory i barwniki.

Potwierdzały to próbne wydruki, nad którymi mogliśmy się pastwić do woli – jeden z nich, najciekawszy – to nie szaro-biała kartka, to strona zadrukowana tekstem o wielkości jednego punktu – w odpowiednim powiększeniu nadal czytelnym dla ludzkiego oka!

Dziewczyny – Dominika i Monika z Najlepszefoto – dzielnie mówiły o ofercie, nowościach i czymś czego tym razem nie zobaczyłem. Wiem jednak, że przy pierwszej okazji to coś zobaczę, mowa o kolekcji osobliwości, prototypów i nieudanych pomysłów, często naszych. Ileż to opowieści wieczorem słyszałem o prośbach klientów o nietypowe podkuty, ich projektowaniu i finalnym odstawieniu na półkę, bo jak się okazało w teorii miał być hit, w praktyce wychodziło jak zawsze.

Piotr – rodzynek w dziale marketingu NF, z zacięciem godnym mistrza opowiadał o nowym Kretorze – tym online, tym darmowym… Testowałem go i… i powiem Wam o nim przy kolejnej okazji.

Panowie z Eizo i Canona – przywieźli fajne zabawki nie powiem. Obiektyw do makro z wbudowanym oświetleniem choć w mocowaniu ef-s zrobił na mnie wrażenie. Oczywiście o Canon 6D mk 2 nikt nic nie mówił, za to w końcu udało mi się przyjrzeć modelom M5 i M6 (tak, leń jestem do sklepu maiłem za daleko, tu dostałem pod nos). Wyglądają ciekawie i już wiem, że to nie koniec mojej znajomości z tymi modelami.

Poznałem też największego zboczeńca, fetyszystę barwy, perwersyjnego maniaka temperatury światła. Człowieka, który wie więcej o połyskliwości papieru niż nie jeden fotograf o robieniu zdjęć. Panie i Panowie Marcin Kałuża, to osoba, która włada czasem – sprawia, że ten przestaje istnieć, kiedy tylko zaczyna mówić. Jest mistrzem w swoim fachu i Szef to wie. Szef zlecił mu dbanie o to, by sukienka młodej była w takim kolorze na wydruku o jakim młoda mówi i nie jest to składowa CMYK tylko łososiowy odcień écru z przebiciem do brzoskwini. Nie wiesz jaki to kolor? A Marcin wie…

Możecie mi nie wierzyć, bo brzmi to jak wiadro wazeliny, ale oprócz mnie było tam skromnie licząc 30 osób – fotografowie ślubni, dziecięcy, krajobrazowcy – jedno jest pewne, Piotr Leszczyński, aka Szef, człowiek instytucja wie, że ma w zespole fachowców i ufa ich kompetencjom tak, jak my ufamy każdemu naszemu dostawcy. To przekłada się całkiem niezły efekt jaki stoi za marką Najlepszefoto.pl – ale to już każdy musi ocenić sam.

Choć nie, nie sami – pomogę Wam niebawem, ale nie będę zdradzał tajemnic za wcześnie – zapisz się do newslettera i bądź na bieżąco. Mam zamiar zatrząść tym grajdołem jeszcze ?

Ciekawych oferty zapraszam na stronę najlepszefoto.pl

Dołącz do dyskusji

four + eleven =