Oferta fotografa ślubnego – droga przez mękę…

Oferta fotografa ślubnego – droga przez mękę…

Zacznę dziś nieco od tyłu… Dziękuję Wam za pomoc przy powstaniu tego tekstu. Bez Was nie powstałby najważniejszy tekst o Was samych. Oferty ślubne to zmora każdego fotografa. Jak zrobić by była hitem sprzedaży? Spróbuję znaleźć odpowiedź na to pytanie. A Wy?

Z góry uprzedzam, będzie sporo pocisków – bez nazwisk, ale autor każdego cennika jaki tu przerobię pewnie się zorientuje, że o nim mowa. Roboty było co nie miara – po moim apelu spłynęło do mnie blisko 70 ofert ślubnych. A, że obiecałem każdą przeczytać – moja głowa przez kilka dni wyglądała jak wysypisko śmieci po huraganie. Na trzeźwo się po prostu nie dało tego zrobić. Mix wariantów, możliwości i nazw, że o kolorach i czcionkach nie wspomnę, potrafi wyprać każdy mózg. Od dziś szczerze współczuję parom, które na grupach ślubnych na hasło szukam fotografa dostają 100 i więcej linków (rekord jaki pamiętam to śląsk i 250 ofert typu – PRV, zapraszam itp. – zakamuflowana opcja niemiecka wymiata! 😉 ) – spoko, sam na tym Śląsku mieszkam, więc bez spinania pośladów, bo się hemoroidy poobrażają.

No to lecimy.

10 grzechów głównych ofert – może nie grzechów, cech charakterystycznych, czasem dobrych, czasem złych, no i może więcej jak 10….

  • Gotowce… prawie wszyscy mają oferty wash and go. Nie twierdzę, że to złe – zastanawiam się tylko, czy wysyłamy taką ofertą też komuś, kto dość jasno i klarownie określił parametry imprezy. A bazując na niektórych formularzach kontaktu fotograf już na tym etapie chyba wie jakie kotlety będą na obiad. Jeden, aż albo tylko jeden fotograf w ofercie zawarł informacje które uzyskał wcześniej w wywiadzie – liczy się mu na plus. Część oferty owszem, była gotowcem, bo niektórych rzeczy się nie da inaczej zrobić. Ale urzekło mnie to do głębi.
  • Większy rozmiar = większa kasa? – Ciekawostka – największa oferta ważyła ponad 37 mb – więc w części skrzynek pocztowych się nie mieści (od dłuższego czasu górnym limitem załącznika jest 25 mb, choćby w MS Outlook), na drugim końcu kija było 700 kb (0,7 MB) i wiecie co. Mam wrażenie, że wyglądała lepiej niż ta kobyła, a objętościowo były bardzo zbliżone. Wiem, że nie każdy jest mistrzem DTP i nie o to chodzi. Zdajmy sobie jednak sprawę z faktu, że wiele osób sprawdza maile w telefonie – 37 MB. Na pełnym paśmie LTE to będzie coś koło 43 sekund, ale na łączach EDGE to już 10 minut – czy chciałoby Wam się czekać na pobranie załącznika aż 10 minut? Odnosząc to do szału na ładowanie www w czasie do 5 sekund jaki ostatnio zapanował – wyczuwam brak konsekwencji 😉
  • Bla, bla, bla… Trafiłem na oferty w których pierwsze 5 stron to tekst, jakiś, nie czytałem go, zastanawiam się co on tu robi. Ileż razy można tłuc parze młodej, że fotografuję z pasją, w zasadzie to urodziłem się z aparatem w ręce, a moje zdjęcia to autorska obróbka komputerowa. Idąc dalej tym tropem, czy jest sens pisać, że masz szkła 851,4/50 (jak w oryginale). Abstrahując już od dziwnego oznaczenia, bo pewnie miało być 85/1,4 i spacja, to pytanie czy w czasach, kiedy ludzie nie wiedzą co to był walkman ładowanie im zbędnej wiedzy do głowy ma sens. Oczywiście, jest grono ludzi, którzy wiedzą co to, ba, wybierają fotografa z lepszą cyferką po 1 (4/8) jak masz 3,5 to już w ogóle lama 😉

Nie smutaj, będzie dobrze, jak mówiłem, to trochę przerysowane. Kotek tez posmutniał jak to czytał…

  • Brak pewnej spójności. Dla większości nie jest to problemem, ale moje zboczenie wyniesione z ecommerce włącza mi czerwoną lampkę w określonej sytuacji. Domena pawelheczko.pl – ale mail na gmailu (pół biedy jak tam). Wiem, że większość najpierw miała maila, potem stronę, ale serio, to da się przekierować, a znacznie lepiej wygląda jak i adres www i mail jest spójny. W dodatku łatwiej to spamiętać. To tak jak różowe szpilki do miętowej torebki – niby można, ale coś nie pasi.
  • Grafik płakał jak projektował – układy są różne, lepsze gorsze, ale niektóre wyglądają wybitnie marnie. W połączeniu z Comic Sansem (sensem?) – no chłopaki, brać 3 koła za ślub, a żałować 150 zł na grafika, który by to zrobił, jak trzeba? Wstyd 😛
  • Sześć, co by tu… byliście kiedyś w knajpie, która ma w ofercie 40 pizz, 20 dań głównych, 10 zup, 15 przystawek, 10 deserów? Raz, zastanawiasz się co wybrać, a dwa, rozmyślasz co akurat dziś jest świeże, bo że trafisz na mrożonki jest prawie pewne. Ja rozumiem, że trzeba sprzedawać, żeby żyć (albumy, dobitki, canvasy), pytanie czy oferta to miejsce na listowanie 30 rodzajów płócien, 40 formatów odbitek, 20 typów albumu? Robi się z tego coś ogromnego i trudnego do spamiętania. Pamiętajmy, że PM oprócz nas ogarnia kapelę, żarcie, knajpę, kieckę, buty, gości, dodatki, księdza, limuzynę – serio na tym etapie chcemy jej ładować do głowy cenę 25 formatów płótna, którego w sumie pewnie nawet nie chce. Co innego zaznaczyć, że się ma, co innego litować wszystkie kombinacje z cenami. Chociaż, z drugiej strony – doceniam tych, którym się chciało.
  • Cena to nie jakość… Co było dla mnie zaskoczeniem – cena usługi nie idzie w parze z jakością oferty. Nie czepiam się języka, bo sam w tym tekście pewnie nawaliłem ilość ortów wystarczających do uwalenia całej klasy na maturze, ale jakości oferty jako takiej. Kurcze, otwieram plik, cena podstawowa 5000 – a zdjęcia jakby z minecrafta. Odnosi się to na pewno do punktu 2 – ale jak zawsze moi mili – umiar należy zachowywać w obie strony.
  • Brakuje nieco przejrzystości… część ofert zawierała bardzo szczegółowe tabele – można by powiedzieć fajnie, ale i wypatrzyłem pole do poprawy przejrzystości. Weźmy taki przykład:

Ilość zdjęć w wersji cyfrowej | Min. 200 | Min. 400 | Min. 600 -> na pozór dobrze, ale teraz popatrzmy szerzej, gdyby napisać:
Minimalna ilość zdjęć w wersji cyfrowej: | 200 | 400 | 600 robi się w 3 kolumnach trochę jaśniej, i czytelniej – taka mała sugestia.

  • Pakiet prestige, diamentowy, złoty, exclusive – w sumie to już czepianie się, ale trochę więcej fantazji moi drodzy.
  • Justowanie to zło. Koniec i kropka. Słowo „dniu!” rozwalone na 24 cm szerokości kartki? Really?

Dobra, było o złym, a co dobrego widziałem?

  • Spora cześć pdfów ma linkowanie do konkretnych miejsc na blogach, cennikach i stronach. To naprawdę fajne i w sumie nie ma co drążyć dalej. Można to doskonale wykorzystać do rozbudowania oferty i pokazania pełni jej możliwości. Brawo dla tych, którzy tak zrobili.
  • Zdjęcia – ale bez kitu, niektóre oferty są tak fajne (w sensie zdjęcia w nich zawarte), że zobaczyć tekst udało mi się za trzecim podejściem… znacie to prawda?
  • Opisujecie system płatności, terminy oddania – to fajne, choć są tacy, co sobie nie zawracają takimi pierdołami głowy. A poparzcie na to z punku widzenia PM – oni planują (bo muszą) ile i kiedy na co mają wydać.
  • Porównanie pakietów. To też fajna sprawa – w jakiś prosty sposób pokazujecie PM czym się różnią poszczególne pakiety i przez to z czego wynikają różnice w cenie. Brawo.
  • Mówiłem już o zdjęciach, trafiła mi się jedna fajna oferta, która zawierała coś jakby portfolio – bardzo fajnie zaprojektowane kilka kart, w których kluczową rolę pełniły kadry. Dość płynne przejście od strony www do pdfa i z powrotem. Brawo.
  • Może to objaw hipokryzji, ale elastyczność oferty, którą uznałem za wadę jest też zaletą. Ceni się Wam to, że jesteście w stanie dla klienta zrobić wiele i w zasadzie chyba nie ma takiego produktu jakiego bym w ofertach nie znalazł. Od albumu do fotokubka. Brawo.
  • Facjata… zaskoczyło mnie jedno, niemała część z nas pisze o indywidualnym podejściu, chemii między PM a foto, czy całą masę innych głupot (przecież liczy się tylko kasa ze zlecenia), a jak chcę zobaczyć człowieka w człowieku to udało mi się to w 2 ofertach… Dla tych dwóch panów wielkie brawa za zrozumienie pojęcia „prezentacja” albo „o mnie” czy „kim jestem”.
  • Miejscowość… znów pochwalić należy rodzynki – o braku adresu na stronie www już mowa była, zastanawia mnie jednak czemu piszemy, że dojazd powyżej 30km płatny 1 zł, ale PM za Chiny po przeczytaniu oferty i strony www nie wie skąd fotograf jest. Może to niewielki niuans dla nas, ale dla niej to istotne czy dojazd jest z Katowic do Sosnowca (czyli międzynarodowy) czy do Gdańska 😉
  • Dywersyfikacja kanałów. Świetną sprawą jest to, że jak jeden, chyba wszyscy podejście linki do www, czy do facebooka i innych miejsc, gdzie wrzucacie fotki. To się chwali.
  • Wielu z nas (Was) bardzo fajnie podeszło do oferty – na spokojnie. Można robić reklamy jak ta:

albo tak:

jest różnica? Tak samo nasze oferty krzyczą nieraz kolorami (czasami zasadnie, czasami trochę z dupy) ale są perełki, operujące kolorem precyzyjnie jak chirurg. Dla tych z drugiej grupy – poważne wyrazy uznania.

  • Tip&Triks – paru z Was ma w ofercie coś między faq a poradnikiem. Wygląda to bardzo fajnie, niektóre informacje bym zmienił, ale generalnie świetna robota.
  • Wiedza… z tych wszystkich ofert jedna przykuła moją uwagę. Ładna, powiedziałbym, że w ścisłej czołówce przekazu, wyglądu, ale miała coś więcej. Jej autor śledził łącza w niej zawarte. Dzięki temu wiedział, ile osób klika w jakie linki i co potem robi na jego stronie www. Brawo… Dzięki temu wie o swoich klientach więcej niż wszyscy inni razem wzięci i może do nich precyzyjnie docierać w sieci z reklamami.

Post Scriptum.

  • do pewnego Pawła – Twoja oferta, z deskami w tle – fajne, naprawdę szacun, ale… piszesz o organizerze, klikam w link i co widzę… „Jestem maniaczką notesów i robienia notatek” (ja, maniaczką… Paweł) no kupy się nie trzyma 😛
  • do Pewnego Dariusza – Good Job. Jak się rozwiodę i będę ponownie żenił, to Twoja oferta będzie jedna z tych rozważanych. Serio. Czasami mniej znaczy więcej…
  • do pewnego Łukasza – noż kurde, tą ofertę to sobie jako tapetę ustawię… ładne to jak jasna cholera, śmiało możesz tyko kwoty i daty zmieniać…

Zacny suchar Milordzie:

Sprzedam paczkę 70 ofert fotografów ślubnych. Cena wywoławcza – pińcet 🙂

– nie no spoko, u mnie jak na spowiedzi albo w ZUSie, wchodzi, ale nie wychodzi…

Dołącz do dyskusji

2 × 2 =

10 komentarzy