Jak to w każdej branży i w fotografii całkiem dobrze ma się mitologia. Od lat funkcjonuje wiele opowieści, teorii i twierdzeń, które z prawdą mają wspólnego tyle co zupełnie nic. Zebrałem kilka moich ulubionych by chwilę się nad nimi pochylić – bo o ile są zwykle nieprawdziwe, tak bywa, że potrafią skłonić do refleksji nad samym sobą. Żebyśmy się dobrze rozumieli, tekst powstał podczas podawania dawki przypominającej sałatki jarzynowej popychane końcówkami sernika. Musisz do niego podejść jak snajper – z dużym dystansem.

To tylko pstryknięcie!

Często słyszymy, że nasza praca to tylko naciskanie guzika. Nieprawda, część z nas jeszcze musi zoomowac nogami, bo ma stałoogniskowe obiektywy. Kiedy słyszysz te słowa możesz być pewien, że osoba, która je wypowiada nie ma bladego pojęcia o kadrowaniu, kompozycji czy kreowaniu koncepcji – jeśli nie robisz akurat reportażu, o budowie scenki, o doborze parametrów. Nie chodzi też o ustawienie prawidłowego parametru czułości ISO, czasu naświetlania, czy odpowiedniej wartości przysłony. Z całą pewnością nie chodzi też o dobranie ogniskowej, czy w ogóle obiektywu odpowiedniej do danego tematu (choć ja uwielbiam portrety robione rybim okiem, i architekturę ultra zoomami). Wiele razy (a w zasadzie za każdym) pozostaje pytanie czy jest sens wypruwać sobie żyły i to tłumaczyć? Pewnie nie, nie widziałem, żeby jakiś prawnik tłumaczył się z tego, że napisze list, wyślę go do sądu i kasuje tysiąc… 

Po znajomości zrobisz za darmo…

Tak, jak wspomniany wyżej prawnik… a dobra, nie ważne, skupmy się na mitach w fotografii. Zerknij na swój plecak – dwa body, kilka szkieł, lamp, do tego sprzęt do obróbki i masa czasu, na naukę który też można przeliczyć na pieniądze. Zastanówmy się – pewnie starczy na kawalerkę czy wkład do całkiem fajnego domu? No i teraz pytanie w zasadzie w imię czego masz zużywać te zasoby charytatywnie. Tylko dlatego, że od 15 lat masz kogoś w znajomych na facebooku i widzisz go dzisiaj pierwszy raz? Nie oszukujmy się, tego typu argumentacja rzadko kiedy odnosi sukces, zawsze możesz odbić piłeczkę – Twój już prawie były znajomy to stolarz? Świetnie, pewnie właśnie potrzebujesz regału na sprzęty i rekwizyty. Jak wspomni coś o cenie materiałów (zwłaszcza drewna) – to pokaż mu rachunek za jakieś body, albo obiektyw. Może nie będzie tak drogi jak tokarka – ale powinno mu to uzmysłowić, że on nie pracuje za darmo, to czemu oczekuje tego od Ciebie?

Masz drogi aparat, pewnie robi dobre zdjęcia.

To do końca nigdy nie wiadomo, czy jest komplement – podkreślający, że skoro stać Cię na drogi aparat, to musisz na tym nieźle wychodzić – czy docinek skupiający się na tym, że Twoja rola ogranicza się do autonomicznego, samobieżnego statywu. W tym szaleństwie jest też wariacja – zdarza się słyszeć hipotezę, że lepszy aparat robi lepsze zdjęcia. Wykonajmy eksperyment myślowy (to oficjalnie dopuszczona metoda badań, więc i my możemy). Mamy FujiFilm FGX100 – kosztujący jakiś 54 000 zł w rękach kogoś, kto najbliżej aparatu dotąd był podczas wizyty na rentgenie oraz powiedzmy FujiFilm Instax Mini 11 – plastikowe cudeńko wyceniane na mniej więcej 300 zł w rękach powiedzmy Steva McCurry. Szanse, że nasz amator zrobi lepsze zdjęcie raczej są nikłe – choć nie zerowe, tak i Steve raczej jest faworytem, ale może przegrać, jeśli założymy, że wolno używać trybów automatycznych – bo na manualu nasz amator może w ogóle zdjęcia nie zrobić. Ustalmy raz na zawsze – owszem, sprzęt ułatwia zadanie, im bardziej zaawansowany, tym lepiej, ale warto pamiętać, że F-16 jest bardziej zaawansowane od Malucha – z tym, że szanse, że bez wielu lat szkolenia polecimy tym pierwszym są o wiele mniejsze niż to, że wsiądziemy do Malucha i ruszymy z miejsca. Zdjęcie to nie tylko światło czas i kadr, ale także wiedza jak te elementy połączyć w sposób, który zapewni nam przekaz jaki chcemy osiągnąć. Zatem śmiem twierdzić, że dobry fotograf zrobi dobre zdjęcie pudełkiem po butach a kiepskiemu nie pomoże nawet optyka z teleskopu Hubble’a.

Wujek nam zrobi reportaż na ślubie – za darmo.

No jak za darmo, to i ocet słodki jak to mawiają. O ile wspomniany wujek nie jest zawodowym fotografem to możemy być całkiem spokojni o rezultat jego działania. Będzie opłakany w skutkach. Jestem niezmiennie pod wrażeniem, że ów wujek nie odnosi sukcesów na polu domowe stomatologii i czemu wybieramy zawodowców zamiast amatorów właśnie w medycynie. Jeśli oczekujesz przyzwoitych efektów to naprawdę wybierz kogoś kto się na tym zna – nie ma innej drogi. Cena takiej usługi przekłada się na sprzęt jaki mamy do dyspozycji i czas jaki spędziliśmy na opanowaniu warsztatu. Wyjątek może stanowić wujek zasiadający w jakieś radzie nadzorczej – wtedy pewnie ma ze trzy średnie formaty i zgodnie z teorią o jakości sprzętu – na automacie zrobi lepsze foty niż fotograf amator z lustrzanką za 2000 zł…

Nie wolno fotografować w miejscu publicznym

No i tu jesteśmy chyba najbliżej prawdy niż można by sądzić. Są takie wykładnię prawa, które mówią, że naciśnięcie migawki już podpada pod przetwarzanie danych – i jeśli fotografujesz jako firma – to RODO kłania się w pas. Z drugiej strony, jeśli fotografie realizujesz jako osoba prywatna – to RODO staje się dla Ciebie tym, czym Kodeks Drogowy dla kolumny rządowej. Ten kij w dodatku jest jak proce – ma trzy końce i właśnie trzecim jest kwestia tego co ze zdjęciami zrobisz – bo do czasu opublikowania (jako osoba fizyczna) w zasadzie możesz zrobić co chcesz – ale zrobienie z nich wystawy – wymagać będzie posiadania zgody na publikację (w szczególnych wypadkach zgoda wprost potrzeba nie jest, ale można ją wycofać i zrobić Ci kuku). No i do tego trzeba brać poprawkę na miejscowe regulacje, inaczej to działa w Polsce, inaczej w Niemczech – kraju dość mocno czułym na punkcie prywatności, a jeszcze inaczej w Stanach. Co by się nie działo – koniec języka za przewodnika i bycie pokojowo nastawionym do swoich modeli znacznie zwiększa szanse powodzenia takiej operacji.

Fajne zdjęcie, musiałeś je obrobić w Photoshopie

Owszem musiałem, ale jak umiesz zapanować nad swoim sprzętem, to lwią część roboty wykonasz jeszcze przed zrobieniem zdjęcia. Owszem, latającego smoka trzeba dorobić, ale oświetlić scenę można już w plenerze. Nie zawsze się oczywiście da i chwała za to możliwością obróbki cyfrowej, bo sto lat temu fotografia nie była aż tak łatwa, a usuwanie pryszczy wymagało znacznie więcej umiejętności niż obecnie. U kogo byś się nie uczył zawsze powie Ci, że im lepiej przygotowane zdjęcie przed naciśnięciem spustu migawki, tym lepiej dla jego obróbki – nawet w Photoshopie. 

Może jakiś rabat?

Mało kto z nas wie, że to stolica Maroko. Zdarza się, że klienci o to pytają – być może rozwiązują akurat krzyżówkę – nie wiem. Jeśli ktoś ma ochotę – polecam tekst o konkurowaniu ceną – gdzie można przeczytać nieco więcej o rabatach: https://pawelheczko.pro/konkurencja-cenowa-plusy-i-minusy-czy-oplaca-sie-konkurowac-cena/ Pytać o rabat nie jest ani grzechem, ani nietaktem, jeśli przedsiębiorcy go dają, to nie widzę powodu by z niego nie skorzystać. Niemniej, stojąc po drugiej stronie barykady – warto zapytać wpierw siebie, a potem klienta – za co ten rabat. Sam fakt posiadania odwagi pytania o zniżki to w mojej ocenie trochę za mało. Być może klient chce zwiększyć zamówienie i wtedy niewielki rabat ma sens (bo na pewno nie rabat 50% jeśli zamówię 2x więcej). Być może klient chce zrobić coś, co obniży nasze koszty – nie ma problemu – można porozmawiać o zmianę ceny. Pamiętać trzeba jednak, że “chorom curkem” nie jest uniwersalnym kodem rabatowym i nie musimy dawać możliwości korzystania tego kodu zniżkowego w naszych firmach. Tak daję rabaty, zwłaszcza stałym klientom, którzy w skali całej firmy generują mi wysoki procent dochodu. Nie robię tego, żeby za wszelką cenę z nimi współpracować – robię to dlatego, że po wielu zleceniach znamy się, znamy swoje oczekiwania i choćby etap przygotować jest znacznie krótszy – przez co tańszy, poza tym darzymy się najzwyklejszą sympatią – klientów niego nie pyta, moja obniżają to też nie 50% – wszyscy zadowoleni.

Paweł Heczko robi lepsze zdjęcia niż Ty!

Ty powinno być X, ale uznałem, że tak będzie nieco zabawniej. Nie, nie robię lepszych zdjęć niż Ty (no chyba, że akurat robię). Z całą pewnością robię inne, różni nas styl, technika, sprzęt, doświadczenie. Nie możemy powiedzieć, że Michał Anioł malował lepiej niż Banksy i warto dodać, że nie uważam się za żadnego z nich. Najważniejsze, że Twoje zdjęcia podobają się osobom, które za nie płacą – to jedyna i mająca sens publika, to oni oceniają Twoje umiejętności. Twojej mamie zdjęcia też się będą zawsze podobać – chyba, że Twoją mama jest fotografka – wtedy masz przerąbane.

Znam kogoś kto może to zrobić taniej

To zdanie słyszałem już nie raz i jako fotograf i jako ktoś kto fotografowi chciał pomóc ze stroną internetową. Początkowo się tym przejmowałem, później do mnie dotarło – że nie każdy jest w tym samym miejscu co ja, ma mniejsze lub większe doświadczenie, mniej lub więcej pracowników, mniejsze lub większe koszty stałe, mniejsze lub większe składniki oferty (zakres prac). Jeśli różnica jest niewielka i masz pole manewru negocjacji – możesz próbować, ale nie wypruwaj sobie żył o to zlecenie. Jeśli jedynym kryterium wyboru jest cena szybko się może okazać, że i tak zrobisz to zlecenie – tyle, że jako powtórka. Klient wtedy zwykle już zna różnicę między tanio i dobrze i tym razem chce dobrze. Zdarza się oczywiście, że trafia się ktoś dobry i tani – ale to prawdziwa okazja i niezwykle rzadkie zjawisko. Mimo tego, że mamy jako branża, czy ogólnie jako naród – problem z rzetelną wyceną swoich kwalifikacji, to na ogół cena jest dość mocno skorelowana z efektami jakie nam zagwarantuje wydanie określonej kwoty. Aż prosi się o spektakularne przykłady z życia, ale staram się unikać polityki jak ognia.

Jak to w każdej branży i w fotografii całkiem dobrze ma się mitologia. Od lat funkcjonuje wiele opowieści, teorii i twierdzeń, które z prawdą mają wspólnego tyle co zupełnie nic. Zebrałem kilka moich ulubionych by chwilę się nad nimi pochylić – bo o ile są zwykle nieprawdziwe, tak bywa, że potrafią skłonić do refleksji nad samym sobą. Żebyśmy się dobrze rozumieli, tekst powstał podczas podawania dawki przypominającej sałatki jarzynowej popychane końcówkami sernika. Musisz do niego podejść jak snajper – z dużym dystansem.

To tylko pstryknięcie!

Często słyszymy, że nasza praca to tylko naciskanie guzika. Nieprawda, część z nas jeszcze musi zoomowac nogami, bo ma stałoogniskowe obiektywy. Kiedy słyszysz te słowa możesz być pewien, że osoba, która je wypowiada nie ma bladego pojęcia o kadrowaniu, kompozycji czy kreowaniu koncepcji – jeśli nie robisz akurat reportażu, o budowie scenki, o doborze parametrów. Nie chodzi też o ustawienie prawidłowego parametru czułości ISO, czasu naświetlania, czy odpowiedniej wartości przysłony. Z całą pewnością nie chodzi też o dobranie ogniskowej, czy w ogóle obiektywu odpowiedniej do danego tematu (choć ja uwielbiam portrety robione rybim okiem, i architekturę ultra zoomami). Wiele razy (a w zasadzie za każdym) pozostaje pytanie czy jest sens wypruwać sobie żyły i to tłumaczyć? Pewnie nie, nie widziałem, żeby jakiś prawnik tłumaczył się z tego, że napisze list, wyślę go do sądu i kasuje tysiąc… 

Po znajomości zrobisz za darmo…

Tak, jak wspomniany wyżej prawnik… a dobra, nie ważne, skupmy się na mitach w fotografii. Zerknij na swój plecak – dwa body, kilka szkieł, lamp, do tego sprzęt do obróbki i masa czasu, na naukę który też można przeliczyć na pieniądze. Zastanówmy się – pewnie starczy na kawalerkę czy wkład do całkiem fajnego domu? No i teraz pytanie w zasadzie w imię czego masz zużywać te zasoby charytatywnie. Tylko dlatego, że od 15 lat masz kogoś w znajomych na facebooku i widzisz go dzisiaj pierwszy raz? Nie oszukujmy się, tego typu argumentacja rzadko kiedy odnosi sukces, zawsze możesz odbić piłeczkę – Twój już prawie były znajomy to stolarz? Świetnie, pewnie właśnie potrzebujesz regału na sprzęty i rekwizyty. Jak wspomni coś o cenie materiałów (zwłaszcza drewna) – to pokaż mu rachunek za jakieś body, albo obiektyw. Może nie będzie tak drogi jak tokarka – ale powinno mu to uzmysłowić, że on nie pracuje za darmo, to czemu oczekuje tego od Ciebie?

Masz drogi aparat, pewnie robi dobre zdjęcia.

To do końca nigdy nie wiadomo, czy jest komplement – podkreślający, że skoro stać Cię na drogi aparat, to musisz na tym nieźle wychodzić – czy docinek skupiający się na tym, że Twoja rola ogranicza się do autonomicznego, samobieżnego statywu. W tym szaleństwie jest też wariacja – zdarza się słyszeć hipotezę, że lepszy aparat robi lepsze zdjęcia. Wykonajmy eksperyment myślowy (to oficjalnie dopuszczona metoda badań, więc i my możemy). Mamy FujiFilm FGX100 – kosztujący jakiś 54 000 zł w rękach kogoś, kto najbliżej aparatu dotąd był podczas wizyty na rentgenie oraz powiedzmy FujiFilm Instax Mini 11 – plastikowe cudeńko wyceniane na mniej więcej 300 zł w rękach powiedzmy Steva McCurry. Szanse, że nasz amator zrobi lepsze zdjęcie raczej są nikłe – choć nie zerowe, tak i Steve raczej jest faworytem, ale może przegrać, jeśli założymy, że wolno używać trybów automatycznych – bo na manualu nasz amator może w ogóle zdjęcia nie zrobić. Ustalmy raz na zawsze – owszem, sprzęt ułatwia zadanie, im bardziej zaawansowany, tym lepiej, ale warto pamiętać, że F-16 jest bardziej zaawansowane od Malucha – z tym, że szanse, że bez wielu lat szkolenia polecimy tym pierwszym są o wiele mniejsze niż to, że wsiądziemy do Malucha i ruszymy z miejsca. Zdjęcie to nie tylko światło czas i kadr, ale także wiedza jak te elementy połączyć w sposób, który zapewni nam przekaz jaki chcemy osiągnąć. Zatem śmiem twierdzić, że dobry fotograf zrobi dobre zdjęcie pudełkiem po butach a kiepskiemu nie pomoże nawet optyka z teleskopu Hubble’a.

Wujek nam zrobi reportaż na ślubie – za darmo.

No jak za darmo, to i ocet słodki jak to mawiają. O ile wspomniany wujek nie jest zawodowym fotografem to możemy być całkiem spokojni o rezultat jego działania. Będzie opłakany w skutkach. Jestem niezmiennie pod wrażeniem, że ów wujek nie odnosi sukcesów na polu domowe stomatologii i czemu wybieramy zawodowców zamiast amatorów właśnie w medycynie. Jeśli oczekujesz przyzwoitych efektów to naprawdę wybierz kogoś kto się na tym zna – nie ma innej drogi. Cena takiej usługi przekłada się na sprzęt jaki mamy do dyspozycji i czas jaki spędziliśmy na opanowaniu warsztatu. Wyjątek może stanowić wujek zasiadający w jakieś radzie nadzorczej – wtedy pewnie ma ze trzy średnie formaty i zgodnie z teorią o jakości sprzętu – na automacie zrobi lepsze foty niż fotograf amator z lustrzanką za 2000 zł…

Nie wolno fotografować w miejscu publicznym

No i tu jesteśmy chyba najbliżej prawdy niż można by sądzić. Są takie wykładnię prawa, które mówią, że naciśnięcie migawki już podpada pod przetwarzanie danych – i jeśli fotografujesz jako firma – to RODO kłania się w pas. Z drugiej strony, jeśli fotografie realizujesz jako osoba prywatna – to RODO staje się dla Ciebie tym, czym Kodeks Drogowy dla kolumny rządowej. Ten kij w dodatku jest jak proce – ma trzy końce i właśnie trzecim jest kwestia tego co ze zdjęciami zrobisz – bo do czasu opublikowania (jako osoba fizyczna) w zasadzie możesz zrobić co chcesz – ale zrobienie z nich wystawy – wymagać będzie posiadania zgody na publikację (w szczególnych wypadkach zgoda wprost potrzeba nie jest, ale można ją wycofać i zrobić Ci kuku). No i do tego trzeba brać poprawkę na miejscowe regulacje, inaczej to działa w Polsce, inaczej w Niemczech – kraju dość mocno czułym na punkcie prywatności, a jeszcze inaczej w Stanach. Co by się nie działo – koniec języka za przewodnika i bycie pokojowo nastawionym do swoich modeli znacznie zwiększa szanse powodzenia takiej operacji.

Fajne zdjęcie, musiałeś je obrobić w Photoshopie

Owszem musiałem, ale jak umiesz zapanować nad swoim sprzętem, to lwią część roboty wykonasz jeszcze przed zrobieniem zdjęcia. Owszem, latającego smoka trzeba dorobić, ale oświetlić scenę można już w plenerze. Nie zawsze się oczywiście da i chwała za to możliwością obróbki cyfrowej, bo sto lat temu fotografia nie była aż tak łatwa, a usuwanie pryszczy wymagało znacznie więcej umiejętności niż obecnie. U kogo byś się nie uczył zawsze powie Ci, że im lepiej przygotowane zdjęcie przed naciśnięciem spustu migawki, tym lepiej dla jego obróbki – nawet w Photoshopie. 

Może jakiś rabat?

Mało kto z nas wie, że to stolica Maroko. Zdarza się, że klienci o to pytają – być może rozwiązują akurat krzyżówkę – nie wiem. Jeśli ktoś ma ochotę – polecam tekst o konkurowaniu ceną – gdzie można przeczytać nieco więcej o rabatach: https://pawelheczko.pro/konkurencja-cenowa-plusy-i-minusy-czy-oplaca-sie-konkurowac-cena/ Pytać o rabat nie jest ani grzechem, ani nietaktem, jeśli przedsiębiorcy go dają, to nie widzę powodu by z niego nie skorzystać. Niemniej, stojąc po drugiej stronie barykady – warto zapytać wpierw siebie, a potem klienta – za co ten rabat. Sam fakt posiadania odwagi pytania o zniżki to w mojej ocenie trochę za mało. Być może klient chce zwiększyć zamówienie i wtedy niewielki rabat ma sens (bo na pewno nie rabat 50% jeśli zamówię 2x więcej). Być może klient chce zrobić coś, co obniży nasze koszty – nie ma problemu – można porozmawiać o zmianę ceny. Pamiętać trzeba jednak, że “chorom curkem” nie jest uniwersalnym kodem rabatowym i nie musimy dawać możliwości korzystania tego kodu zniżkowego w naszych firmach. Tak daję rabaty, zwłaszcza stałym klientom, którzy w skali całej firmy generują mi wysoki procent dochodu. Nie robię tego, żeby za wszelką cenę z nimi współpracować – robię to dlatego, że po wielu zleceniach znamy się, znamy swoje oczekiwania i choćby etap przygotować jest znacznie krótszy – przez co tańszy, poza tym darzymy się najzwyklejszą sympatią – klientów niego nie pyta, moja obniżają to też nie 50% – wszyscy zadowoleni.

Paweł Heczko robi lepsze zdjęcia niż Ty!

Ty powinno być X, ale uznałem, że tak będzie nieco zabawniej. Nie, nie robię lepszych zdjęć niż Ty (no chyba, że akurat robię). Z całą pewnością robię inne, różni nas styl, technika, sprzęt, doświadczenie. Nie możemy powiedzieć, że Michał Anioł malował lepiej niż Banksy i warto dodać, że nie uważam się za żadnego z nich. Najważniejsze, że Twoje zdjęcia podobają się osobom, które za nie płacą – to jedyna i mająca sens publika, to oni oceniają Twoje umiejętności. Twojej mamie zdjęcia też się będą zawsze podobać – chyba, że Twoją mama jest fotografka – wtedy masz przerąbane.

Znam kogoś kto może to zrobić taniej

To zdanie słyszałem już nie raz i jako fotograf i jako ktoś kto fotografowi chciał pomóc ze stroną internetową. Początkowo się tym przejmowałem, później do mnie dotarło – że nie każdy jest w tym samym miejscu co ja, ma mniejsze lub większe doświadczenie, mniej lub więcej pracowników, mniejsze lub większe koszty stałe, mniejsze lub większe składniki oferty (zakres prac). Jeśli różnica jest niewielka i masz pole manewru negocjacji – możesz próbować, ale nie wypruwaj sobie żył o to zlecenie. Jeśli jedynym kryterium wyboru jest cena szybko się może okazać, że i tak zrobisz to zlecenie – tyle, że jako powtórka. Klient wtedy zwykle już zna różnicę między tanio i dobrze i tym razem chce dobrze. Zdarza się oczywiście, że trafia się ktoś dobry i tani – ale to prawdziwa okazja i niezwykle rzadkie zjawisko. Mimo tego, że mamy jako branża, czy ogólnie jako naród – problem z rzetelną wyceną swoich kwalifikacji, to na ogół cena jest dość mocno skorelowana z efektami jakie nam zagwarantuje wydanie określonej kwoty. Aż prosi się o spektakularne przykłady z życia, ale staram się unikać polityki jak ognia.